Kategorie produktów

Rynek w okresie przełomu

Czwartek, 15 marca 2018 HURT & DETAL Nr 03/145. Marzec 2018
Wszyscy żyją głównie konsekwencjami ustawy o zakazie handlu, tymczasem na rynku mamy do czynienia z procesami, w wyniku których zmieni się on nie do poznania. Jeżeli polskie firmy dystrybucyjne i detaliczne nie podejmą zdecydowanych działań czekają je bardzo trudne lata.
Ustawa pełna dziur

Ustawa ograniczająca handel w niedzielę weszła w życie 1 marca. Miesiące poprzedzające ten moment wykorzystane zostały przez samych detalistów, jak i obserwatorów rynku handlowego – zarówno na analizę nowych przepisów, jak i poszukiwanie metod ograniczenia negatywnych konsekwencji, jakie one ze sobą niosą. Nie ulega wątpliwości, że ustawa wyzwoliła ogromny intelektualny potencjał handlowców prześcigających się w minionych tygodniach w pomysłach jak funkcjonować w zgodzie z nowym prawem, a jednocześnie zachować dotychczasowy poziom obrotów w sklepach. Ilość tych pomysłów – wskazuje jedynie na to, jak bardzo nowe przepisy są „dziurawe” i dają możliwość nie tylko dowolnej interpretacji, ale tworzą furtki umożliwiające jej ominięcie. Poczynając od projektów polegających na przekształceniu (na dwa dni w miesiącu) powierzchni handlowej w powierzchnię wystawienniczą, poprzez wykorzystanie możliwości jakie daje w ustawie handel internetowy, kończąc zaś na wydłużaniu czasu pracy sklepów w dniach poprzedzających te niedziele, w których handel będzie zakazany.

Oznacza to, że wiele zapisów ustawy jest tak mało precyzyjnych, iż nawet sami rządzący przyznają, że nie jest wykluczona szybka jej nowelizacja. Tymczasem jednak w przeddzień wejścia w życie nowych przepisów Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wspólnie z Państwową Inspekcją Pracy zdecydowało się na wydanie obszernej interpretacji niektórych kontrowersyjnych przepisów. Jednak ten obszerny dokument tak naprawdę niewiele wyjaśnia. Nadal bowiem możliwe jest podejmowanie przez placówki handlowe działań, które będą co prawda zgodne z prawem, ale nie zawsze ze zdrowym rozsądkiem. Natomiast będą skuteczne. Jest przecież rzeczą naturalną, że detaliści podchodzą do nowych przepisów na zasadzie, że co nie jest zakazane, jest dozwolone. Tym bardziej, iż ustawa najbardziej może doskwierać dużym sieciom handlowym, które są w stanie przygotować się do niej przy wsparciu najlepszych prawników. Podobnie jak być może najbardziej dotknięte nowymi przepisami centra handlowe.

Oczywiście skutki tych przepisów będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie, czyli kilku miesiącach obowiązywania ustawy. Jednak już teraz można przewidzieć, że z pewnością wzmocni ona przede wszystkim sieci sklepów na stacjach benzynowych, które już szykują się do poszerzenia swojej oferty handlowej, także o szerokie portfolio produktów zarówno spożywczych, jak i przemysłowych. Niektórzy śmieją się nawet, że wkrótce stacje benzynowe będą sprzedawały także telewizory, czy sprzęt AGD, a nawet materiały budowlane. W zasadzie każdy absurd wydaje się możliwy.

Piotr i Paweł na dobrej drodze

Już jesienią ubiegłego roku rynek został zelektryzowany informacją o poszukiwaniu przez sieć Piotr i Paweł inwestora, który wsparłby tę jedną z najlepiej rozpoznawalnych sieci handlowych w Polsce. Początkowo sądzono, że jest to zabieg mający na celu tylko umożliwienie sieci szybszy i bardziej efektywny rozwój. Jednak pod koniec roku wiadomo już było, że plan ten został wymuszony przez pogarszającą się płynność finansową firmy, niedobory towaru w sklepach oddalonych od poznańskiej centrali firmy i kłopoty z ubezpieczeniem transakcji. Jednocześnie kierownictwo Piotra i Pawła zapowiadało, że zainteresowane jest przede wszystkim inwestorem branżowym. I oto nieoczekiwanie w drugiej połowie lutego poinformowano, że część akcji Piotra i Pawła przejmie fundusz zarządzany przez TFI Capital Partners, czyli instytucję czysto finansową. Jednocześnie zapowiedziano, że sieć nie rezygnuje z poszukiwania strategicznego inwestora branżowego. 1 marca umowa inwestycyjna pomiędzy TFI Capital Partners a Piotrem i Pawłem Wosiami, założycielami i właścicielami sieci została finalnie zawarta a fundusze objęły 100% udziałów w spółce. Wejście w struktury właścicielskie Piotra i Pawła funduszy inwestycyjnych błyskawicznie zaowocowało poprawą sytuacji w poszczególnych placówkach handlowych – braki na półkach zostały uzupełnione i funkcjonowanie sieci stało się o wiele bardziej stabilne. Banki podjęły finansowanie, zaś Piotr i Paweł dostał czas na znalezienie tak potrzebnego inwestora branżowego. Podobno jest sporo chętnych, w tym także sieci jeszcze na polskim rynku nieobecne, a wręcz egzotyczne, jak np. wywodzące się z Republiki Południowej Afryki. Inwestycja TFI Capital Partners umożliwi także spokojniejsze przeprowadzenie w firmie procesów restrukturyzacyjnych, które są nieodzowne, jeżeli sieć chce zachować na rynku konkurencyjność. Tym bardziej, iż procesy konsolidacyjne obejmują już większość dużych sieci handlowych o charakterze nie franczyzowym.

Rynek w restrukturyzacji

Chociaż wszyscy ekscytują się konsekwencjami ustawy o ograniczeniu handlu w dni wolne od pracy, czy sytuacją Piotra i Pawła, na rynku mamy do czynienia z rozpoczętymi już w roku ubiegłym procesami, których efektem może być w perspektywie nawet dwóch lat całkowita zmiana kształtu rynku obrotu produktami FMCG. Stokrotka jest w fazie przejmowania przez litewską Grupę Maxima, Eurocash tylko czeka na zgodę UOKiK w sprawie zakupu sieci Mila, intensywnie rozwija się Dino, które pozyskało za pośrednictwem giełdy spore zasoby finansowe. A przy tym nieco poprawia się sytuacja międzynarodowych sieci hipermarketów i supermarketów, zaś w styczniu i lutym największe sieci dyskontowe ogłosiły plany niezwykle intensywnego rozwoju. Jednocześnie brakuje znaczących inwestycji wśród krajowych firm zarządzających sieciami franczyzowymi, czy wśród czołowych, poza Eurocashem, dystrybutorów hurtowych. Wszystkie największe firmy głoszą co prawda konieczność nawiązania współpracy dla wspólnej poprawy siły zakupowej i handlowej, jednak poza hasłami niewiele się dzieje. Zarówno Bać-Pol, jak i Marol, dystrybutorzy zarządzający odpowiednio sieciami SPAR i Słoneczko oraz Chata Polska, zajmują się bardziej likwidacją nierentownych oddziałów i organicznym rozwojem sieci, niż rozmowami w sprawie ewentualnej współpracy z dotychczasowymi konkurentami. Specjał zachowuje co prawda swój ogólnopolski potencjał dystrybucyjny i rozwija sieci franczyzowe, jednak akwizycje w jego przypadku mają charakter symboliczny. Podobnie jest z mniejszymi dystrybutorami, nie mówiąc już o sieciach franczyzowych rozwijających się bez bezpośredniego wsparcia wielkich dystrybutorów.

Jeżeli więc powiodą się, a wszystko na to wskazuje, plany inwestycyjne wielkich sieci własnościowych, bardzo trudno będzie zachować konkurencyjność mniejszych sklepów, nawet tych połączonych w duże, dobrze zorganizowane sieci franczyzowe. A to wciąż wydaje się mało prawdopodobne. Tym bardziej, że już teraz najlepsze lub najliczniejsze sieci franczyzowe w Polsce znajdują się w rękach Eurocashu, który przecież kontroluje kilkanaście procent rynku. I nawet ogłoszone w lutym słabsze niż przewidywano wyniki tej giełdowej spółki nie zmienią faktu, że w pełni krajowy kapitał dystrybucyjno-franczyzowy nie ma możliwości zachowania konkurencyjności bez podjęcia głębokiej współpracy.

Polscy detaliści, a szerzej handlowcy, przez prawie 20 lat dumni byli z tego, że udaje im się zachować prawie połowę rynku obrotu produktami FMCG w warunkach narastającej konkurencji ze strony międzynarodowych sieci handlowych. I duma ta była w pełni uzasadniona, bowiem w Polsce udało się utrzymać tradycyjny handel detaliczny, co nie powiodło się w Czechach, na Węgrzech, czy Słowacji, nie mówiąc już o krajach Europy Zachodniej. Teraz jednak, gdy największe krajowe sieci handlowe mogą trafić w ręce zagranicznego kapitału, utrzymanie dotychczasowego udziału w rynku przez handel tradycyjny wydaje się mało prawdopodobne. A to oznacza, że głęboka restrukturyzacja całego polskiego rynku detalicznego jest nieunikniona.


tagi: rynek , handel , sprzedaż , prawo ,